New Music in Eastern  Europe



BR 1007BR 1009BR 1011
 Polish Radio Experimental  Studio

BR ES01BR ES02BR ES03
BR ES04BR ES05BR ES06
 Populista

BR POP01BR POP02

BR POP03
 Extras

BR 1008BR LP01
 Polish oldschool

BR 1010


Phil Durrant - syntezator / sampler
Christian Fennesz - komputer
Cor Fuhler - fortepian
Thomas Lehn - syntezator analogowy
Kaffe Matthews - komputer
Gert-Jan Prins - elektronika
Peter Rehberg - komputer
Keith Rowe - gitara preparowana
Marcus Schmickler - komputer
Rafael Toral - komputer
LP1
A. bez tytułu 21:52
B. bez tytułu 17:28

LP2
C. bez tytułu 22:55
D. bez tytułu 23:40


2LP rozkładana okładka 39:20 | 46:35

maj 2011
Wiem, że wszystkich to śmieszy i że jest nieprawdą z wielu powodów, ale... moja fantazja jest taka, że MIMEO to dzisiejsze wydanie Orkiestry Duke'a Ellingtona (a Rafael Toral - oczywiście - jest jej Johhnym Hodgesem...). Tak, oczywiście, nie ma tutaj Duke'a ale czyż nie jest tak tak, jak w jego orkiestrze, w której każdy ma swój czysty i autonomiczny głos - natychmiastowo rozpoznawalne brzmienie, szczególny sposób grania czy wręcz metodę?

Wierzę, że to z tego właśnie powodu ustawienie z osobnymi głośnikami dla każdego zadziałało tak dobrze. Raz, dlatego, że w kościele mieliśmy problem z rozstawieniem sceny dla dziesięciu muzyków; dwa, dlatego, że zastępując "przody" osobnymi głośnikami każdy mógł mieć własną przestrzeń. Tak więc pomimo normalnego, kościelnego reverbu nie słyszeliśmy dźwiękowej chmury, ale dziesięć osób grających w tym samym czasie; każdy dźwięk naprawdę pochodził skądś czy raczej od kogoś.

Klarowność ustawienia z osobnymi głośnikami umożliwiała także publiczności własny miks koncertu - tak jakby każdy był reżyserem dźwięku. Wszyscy złapali do od razu i wiele osób spacerowało po całym kościele szukając akustycznych niszy. Ale miks dotyczył także tzw. "samej muzyki". Ten koncert był czymś na kształt żywej instalacji, w której balans między głosami zależał od pozycji, którą przyjmował każdy ze słuchaczy. To, co usłyszycie na płytach - to zdecydowanie pozycja Marcusa Schmicklera, w jego studiu w Kolonii.

W przypadku takiego nagłośnienia, coś innego jednak uderzyło mnie najbardziej. Pięciu muzyków MIMEO przybyło do Wigier na godzinę przed koncertem (czytaj: po kilku godzinach lotu do Warszawy a następnie sześciu kolejnych spędzonych w starym vanie - w drodze na Suwalszczyznę). Jaki jest związek transportu i nagłośnienia? Wiele rzeczy mówi się o MIMEO i ich XXI-wiecznym charakterze - jak korzystają z nowych i złożonych technologii zarówno w tworzeniu muzyki jak i komunikacji między sobą. Ale w Wigrach dominowało poczucie, że wszystko jest niezwykle proste. Bez skomplikowanego systemu nagłośnienia, bez labiryntów kabli, bez prób - zwykłe spotkanie ludzi, którzy przyjeżdżają, wpinają kable i zaczynają grać.
Michał Libera